amelik2007
Nasz maly, wielki świat
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
O mnie
amelik2007cd
Jestem mamusia Amelki i Kini, szalenczo zakochana w swoich coreczkach i mężu oczywiscie tez ;-)))
Zobacz mój profil






























Z Amelikowego świata
2010-05-25
Doszlam do wniosku, ze teraz juz nie jest tylko Amelka ale takze Kiniusia, no wiec postanowilam zmienic adres bloga. Oto on: amelikikropek.blog.interia.pl/ Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie.
2010-05-17
Jutro czeka nas wizyta u lekarza. Sprawdzamy naszej Kropeczki wage, czy ladnie przybiera, ale tym razme jestem spokojna, bo sama widze, ze jest dobrze i Mala sie pulchniejsza zrobila. Niestety to nie dzieki mojemu cyckowi tylko butli. A ja im czesciej ja przystawiam tym mniej mam pokarmu. Wisi juz ponad 5 godzin czy 6 na dobe, pije ziolka laktacyjne, znalazlam przepis na to co znajduje sie w tych herbatkach rozpuszczalnych i kupilam prawdziwe ziola i parze co wieczor, a w dzien pije litr tego (o wodzie to nawet ne wspomne, bo biegam dzieki temu teraz do toalety czesciej niz w ciazy). Dokarmialismy ja nie z butli tylko kupilismy system SNS, niby mial pobudzic laktacje, niekoniecznie sie udalo. Karmi sobie wypilam wczoraj, nie widac efektow. Zapytam jutro lekarza i jak cos to dam sobie spokoj. Kropek tez sie denerwuje coraz czesciej przy cysiu, bo chyba jej za malo leci. Dobrze, ze chociaz po mimo butli nie odrzucila piersi, bo do tego SNS to ja juz cierpliwoscie nie mam, zeby zlecialo 50 ml, to zajmuje ponad godzine. Czarno widze to moje karmienie. No nic, nie chcialam karmic w ogole, karmie ponad dwa tygodnie i tak niezle. Nie bede sie zadreczac i wkrecac sobie jakchs krzywych jazd.
Uczulenia jakiegos na twarzy Kropus dostala. Tylko na twarzy. Nigdzie indziej nie ma. Nie mam pojecia od czego. Ale poza tym napawde pozytywnie. Poznaje juz jej rytm dnia. Najchetniej spi od 12 do 19. Potem ciezko gdzies do 22 -23, a potem do 4 rano dosypia i do 12 bywa roznie,
Dzisiaj mamy za soba pierwsza wizyte w markecie. Wiem, ze poradniki radza, zeby poczekac z tym, az dziecko skonczy 6 miesiecy, ale mam to w nosie szczerze piszac i chcialam zobaczyc jak Mala zareaguje, nawet sie nie obudzila na chwilke. Zrobilismy zakupy i do auta do domciu.
Amelia pelni funkcje wielkiej siostry. Zazdrosci nie widac w ogole, odpukac, czasami tylko chce sie przytulic do mamy (jak to ona mowi, kiedy Kropeczek jest przy cysiu). Wtedy ja na chwile tule, a potem szybciutko Lukasz zaczyna sie z nia bawic i tulic i juz jest szczesliwa. Chyba biedactwu trzeci migdal zaczyna dokuczac, trzeba sie temu blizej przyjzec. Kochana jest ostatnio. Kiedy chce pomoc przy dzidziusiu co jest za trudne, mowi mamo zrobmy razem i trzyma mnie za nagdarstek i mi pomaga. Hihi.
Lukasz gotuje obiady i wstaje w nocy do Malej. Dumny tatus, ciesze sie, ze nie zaczal pracowac, bo nie wiem czy dalabym sobie rade z dwojka dzieci. Kocham Cie Skarbenku najmocniej na swiecie.
A ja dalej nie moge sie wbic w swoje spodnie przedciazowe, ale staram sie nie zwariowac. Chyba juz sie przyzwyczailam do nowej sytuacji, tylko jeszcze wyjscie z domu zajmuje nam trzy godziny. Dzisiaj pojechalismy do babci na obiad. Zaczelismy sie szykowac o 12 a trafilismy do niej na 15.15. Musimy jakis lepszy system opracowac.



buzi buzi


A co my tu mamy???


drzemie sobie


Slicznosci mamusi


ciii to byl konkurs kto zasnie szybciej


pierwsze lody przelamane


szczery usmiech


Slicznosci mamusi


Lubie kuchnie Tadiego


TU DOWIEDZIALAM SIE ZE JESTEM W CIAZY!!!!!!!!


moje Skarby

2010-05-13
Lukasz pojechal dzisiaj do siebie do Zgierza, bo z Urzedu Skarbowego potrzebujemy zaswiadczenia o rozliczeniach podatkowych i do chrztu Kingi od nich z parafii i jeszcze pare innych spraw. Wyjechal dzisiaj o 4 rano a wroci jutro. Jeszcze rodzine odwiedzi. A ja mam zabawe dzisiaj sama z dziecmi. Udalo mi sie sniadanie zjesc o 12. Mmm sukces co. Jak sterylizowalam butelki to Amelia postanowila, ze ona chce sie bawic z Kinga. Zabrala jej dyziaka, kocyk i poduszke, ktora podtrzymuje ja zeby mogla lezec na boczku. Oczywiscie Kinia (zwana w domu ostatnio Kropkiem) obudzila sie z wielkim rykiem. Jak jedna chce cysia to druga tez musi akurat wtedy chciec wszystkiego co sie da i czego sie nie da tez.
W poniedzialek bylismy z Kropkiem u naszej pediatry na wazeniu, nie ruszylo z miejsca wg jednej wagi a wg drugiej 70 gram. KAzala nam dokarmiac ja butelka. Dzieki temu pokarmu w cysiach coraz mniej. Kupilismy SNS system dozywiania Medeli. Wynalazek pierwsza klasa. Jest zbiorniczek, ktory zawiesza sie na piersiach i dwa dreny, ktore ida do piersi. Dreny sie podkleja i dziecko ssie piers razem z drenem, z ktorego plynie mleczko jednoczesnie pobudzajac laktacje. Lukasz dal najwezsza rurke i bardzo opornie to szlo, dzisiaj jak mama przyjdzie (bo ma przyjsc po pracy, zeby mi pomoc przy dzieciach i obiad przyniesc) to sprobuje przez ta grubsza rurke i zobaczymy, moze szybciej jej pojdzie.Bo od tych butelek z moim wlasnym pokarmem jest naprawde zle. A Kropek tez juz jest leniwa i co raz bardziej nie chce sie jej ciagnac.
A wczoraj bylismy u ksiedza zalatwic chrzest. O dziwo nie zrobili nam zadnego problemu. Chrzest bedzie 18 lipca.   Przyjada z Anglii rodzice Lukasz i moj tata  no  i jeszcze  troche rodziny ze Zgierza sie zjedzie.
Ja wracam do normy. Juz jest tylko lepiej. Amelia nie jest zazdrosna o Kinie, chce przy niej pomagac. Takze jest pozytywnie. Koncze, bo Kinia zaraz sie obudzi.

Troszke smutno 2010-05-08
Zaczne moze od dzisiejszego dnia. Pojechalismy z Lukaszem i Kinga na zdjecie szwow do szpitala, pomyslalam sobie, ze przy okazji ja zwaze. Amelia kuruje sie u mojej mamy caly weekend (dzieki mamus). Ja poszlam szwy sciagnac, a Lukasz z Amelia do poradni na koniec korytarza. Niestety okazalo sie, ze Kinia nie przybywa na wadze, a wrecz stracila. 4200 urodzeniowa, 4020 na druga dobe i 4150 przy wypisie na trzecia. Wyslali nas na erke noworodkowa, na dyzur lekarza pediatry. Bo jeszcze ten zatkany nos nas martwi. Polozna kazala nam odciagac nalecialosci aspiratorem fridy, a lekarka kazala tylko zakrapiac i nic nie ruszac.  Nie ma to jak jednomyslnosc. Stwierdzila, ze mam najprawdopodobniej za malo pokarmu, powiedzialam jej, ze mala zaspia szybko przy cycku, to kazala mi odciagac i dawac butla, a jak nie dam rady nic odciagnac to znaczy, ze jest go za malo. A ja glupia cipa dalam sie jej na ten poroniony pomysl namowic. Dzieki temu mam cale obolale brodawki. Moja psychika jakos negatywnie na ten laktator reaguje. Jak mala jest przy cysiu, to pokarm leci, a jak tylko widze laktator to mi sie niedobrze robi i nic prawie odciagnac nie moge,a boli jak cholera. No wiec jak na razie zdolowala mnie ostatecznie, ze jestem dupa, bo nie moge wlasnego dzieciecia wykarmic. Pije jakies te herbaty na laktacje, wygazowane karmi (nie polecam smaku) i znalazlam jakas liste ziol, z ktorych sie napar robi, ale musze poczekac do poniedzialku, az zielarski otworza. Obiecywalam sobie, ze nie bede sie zajezdzac, zeby karmic piersia i jak nie to nie, ale teraz to chyba jakas sprawa honorowa zaczela dla mnie byc. Musze sie troche wyluzowac, bo oszaleje niedlugo. Mala przy cysiu, a ja na necie porady laktacyjne studiuje i patrze co zrobic, zeby ona tak szybko nie usypiala. Jakies rady to poprosze. 
Reszta jest milusia. W piatek przyszla polozna. Okazalo se, ze Kinia ma uczulenie na Jonhsona oliwke i dlatego ten rumien nie chce odejsc. Kapiemy ja w kalii przez kilka dni, zobaczymy efekty. Tak to wlasnie jestz przenoszonymu dziecmi. 80% ma problemy skorne pozniej. Polozna powiedziala, ze na taka ladna pogode mozemy juz sie na pierwszy spacerek wybrac. No wiec ubralismy Amelke i Kinie i poszlismy na poltorej godzinny spacerek. Chcielismy sie przejsc do Urzedu Stanu Cywilnego zarejestrowac Kinge w koncu. Myslalam, ze ja wejde, a Lukasz z dziecmi na zewnatrz poczekaja, ale kolejka byla za dluga, wiec zrezygnowalismy. W poniedzialek trzeba to w koncu zalatwic. A dzisiaj po szpitalu prababcia (moja babcia) poznala swoja prawnusie a prawnusia prababcie, po ktorej bedzie miala drugie imie zreszta. Takze ustalilismy z Lukaszem, ze bedzie Kinga, Genowefa. Zaczymany tez myslec o organizacji chrzcin, ale o tym nastepnym razem, bo w poniedzialek do ksiedza do kancelarii musimy podjechac i ustalic.  Uciekam, bo za godzinke  i 30 minut musimy do dzidzi wstac.

2010-05-05
No juz po wszystkim!!!!!!! Jestesmy z moim zarlokiem w domciu.
Po kolei. W czwartek rano zglosilam sie na oddzial. Po jakichs tam rutynowych badaniach i usg, zawyrokowano, ze dziecko bedzie 3700, brak wskazan do ciecia cesarskiego. Uff pomyslalam zadowolona, ze bede sama rodzic. W piatek rano przyszla inna lekarka i poweidziala to samo i ze to co prawda 8 dzien po terminie, ale wody czyste, dzidzius szczesliwy, a ja zdrowa do obrzydzenia, wiec czekamy. A na zapisie KTG notowaly sie skurcze co 10 minut, nie mam pojecia skad, bo ja nic nie czulam. Mialam pare spraw do zalatwienia w USC, wiec Lukasz po mnie przyjechal i nawialam na dwie godzinki ze szpitala, jeszcze sie wykapalam i odszedl mi czop. Wrocilismy do szpitala, ale nic sie nie dzialo. Na drugi dzien w sobote znowu zapis KTG i znow rysowaly sie skurcze. I znow ich nie czulam, przyszla pielegniarka i powiedziala, ze musze troche ponaciagac te bole, bo bede tu lezala jeszcze z tydzien, wiec jak lekarz przyjdzie na obchod kazala mi mowic, ze boli dolem brzucha co 10 minut i promienieje na caly brzuch. Tak tez powiedzialam, lekarz mnie zbadal. Rzeczywiscie cos sie zaczynalo dziac, ale bylo to mocno naciagniete, wyslal mnie jednak na porodowke. Lukasz przyjechal w rekordowym tempie, odwozac Amelie do mojej mamy. Zaplacilismy za porod rodzinny w Legnicy kosztuje to 100zl i czekalismy. Polozna kazala masowac brodawki i rzeczywiscie pomoglo, bo m isie bole porzadniejsze zaczely. Po trzech godzinach i dwoch badaniach mizerny postep w rozwarciu. Lekarzowi gdzies sie cholernie speszylo i stwierdzil, ze on nie widzi tu szansy na porod naturalny, a dzieki Bogu kroplowki nie chcieli mi dac. Podpisalam zgode na ta pieprzona cesarke, bo juz mialam wszystkiego dosyc i wiedzialam, ze on juz mi samej urodzic nie da. Zaczal mnie pouczac jakie konsekwencje zwloka moze miec dla dziecka. No i jak niebezpiwczne moze byc rozejscie sie blizny. UUUU nagle sie zrobilo, bo dwa dni wczesniej jeszcze nie bylo. Cewniczek, zastrzyk w kregoslup i zaczela sie operacja. Lekarz glowny operujacy nacial mi brzuch i nagle uslyszalam, ale chwileczke co tu się dzieje. Okazalo się, ze z poprzedniej cesarki zostaly mi okropne zrosty i nie mogli dostac się do dzidzi. Pozniejsze ich rozmowy tez nie przebiegaly zbyt ciekawie: Uwazaj dalej nie tnij bo pęcherz moczowy pojdzie, no i otrzewna do szycia, na sam koniec jeszcze kawalek jelit im doszedł. A potem jak mnie próbował zszyc, to co nakluwal, żeby szew zrobic, to w nastepnym miejscu pekalo. A ten lekarz co mu asystowal, to był ten co mnie zachęcał do tej cesarki i nota bene robil mi pierwsza. Caly czas się denewowal, kto to robil, co za robota (mowil oczywiście o tej pierwszej cesarce) nie chciałam mu mowic, ze to on sam, bo ludzie ogolnie nie lubia jak im się publicznie bledy wytyka.
Po dwoch godzinach zszywania odwiezli mnie na oddzial. Kiedy w koncu dostali się do dzidziusia, okazalo się, ze wazy 4200 i ma 57 cm długości. Dostala 9 punktow, odebrali jej jeden punkt za kolor skory. Ma rumien niemowlęcy, pare plamek na twarzy. Na imie ma…… Kinga, a nad drugim ciagle myslimy. W szpitalu wiadomo szkoda gadac, deprechy zaczynałam dostawac, ale zdziwiłam się sama, bo ja zaciekle krzyczaca, ze nie będę karmic cyckiem, przystawiam Mala i sprawia mi to duza frajde. O tym za chwile. No wiec we wtorek rano na trzecia dobe, stwierdziłam, ze chce isc domu. Wymyśliłam lekarzowi bajke, ze Lukasza wezwali nagle z urlopu i nie mam co zrobic ze starsza corka. Ku mojemu zdziwieniu powiedział, ze dawno nie widział tak dobrych wynikow po ciazy i nie ma nic przeciwko, musiałam co prawda podpisac, ze wychodze na wlasna prosbe, ale powiedział, ze to niby co innego niż wyjscie na zadanie, ale musi mieć podkładkę, dlaczego wypisja mnie tak szybko. Kinia zżółciała, i już myślałam, ze będziemy musiały zostac, ale wyniki przyszly po 13tej i miala 8,78, wiec bez problemu wypisali ja.
Wczoraj w domu dzien organizacyjny. Kinga przyniosła Amelii autko z foremkami i uśmiechnięty kwiatuszek (kwiatuszek był co prawda prezentem dla Kingi, ale Amcisi się tak spodobal, ze jej powiedziałam, ze to Kinia jej kupila. Strasznie się cieszyla, ze ma wreszcie siostrzyczke i zdziwilo mnie jaka ona jest już kumata. Kinga pociągała sobie przy cysiu, a Amela do mnie dzidzius pije mleczko mamo!! Skad ona wiedziała, ze tam jest mleczo nie mam pojecia. Widac, ze troszke ciazko jej się odnaleźć w sytuacji, zwłaszcza, ze dzisiaj rano musiałam gonic z nia do lekarza, bo katar i kaszel się nasilily. Okazalo się, ze ma zapalenia gardla. Staramy się na maksa je od siebie izolowac. Próbowaliśmy, żeby moja mama wziela sobie kilka dni zwolnienia i popilnowala Amelii, ale….. no wlasnie, hm to blog dziewczynek, wiec nie będę tu o tym pisac. Zadzwoniłam do mojej babci i Lukasz z Amelia pojechali do niej. Mieli tam zostac do niedzieli, ale zimno u babci, wiec postanowiliśmy, ze na dzien będą u babci, a na noc wracac do domu i Amela będzie spac w drugim pokoju. Nie wiem jakie sa inne skuteczne metody izolacji. Możecie mi cos poradzic, bo się nie znam. Ciezko mi troche samej przy Kindze, biorac pod uwage, ze mialam dzisiaj dzien z nawalem pokarmu i piersi mnie bola jak cholera a Mala wisiała na nich dosłownie aly dzien, jak ja odstawic to wrzeszczy wniebogłosy. Myślałam, ze się nie najada, ale raz nawet ulala moje mleko, wiec cos tam musi leciec. Dokarmialam ja pare razy butla, ale to jest niemożliwy zarloczek hihi zjadala 90, wczesniej 6 razy po jednym i drugim cycku i po tej 90 dalej szukala buzia cysia. W koncu po calym dni wiszenia na nim zasnęła i dala mi chwile odsapnąć. Położyłam sobie po zamrozonym liściu z kapusty, troszke odciągnęłam, a zreszta ona dobrze sama sobie radzi, także mam nadzieje, ze jakos przetrwam bez zrostow zbędnych fantazji. Zapach jest straszny, az mnie cofki biora. Dobra chyba o niczym nie zapomnialam napisac, ciesze się ze już po wszystkim. Jeszcze oczywiście obowiązkowo kilka fotek. Pozdrowionka dla wszystkich.


Dumna jak paw


dwie godziny po porodzie


tatus i corunia


siosrzyczki, Amelka husta Kinie


2010-04-28
Dzisiaj konczymy 6 dzien po terminie idalej nic. Nawet nie jestem pewna czy mnie pobolewa. Moze ze dwa skurcze wieczorem mnie zlapaly wczoraj i przedwczoraj i to na tym tyle. We wtorek dostalam juz skierowanie do szpitala, ale uzgodnilam z lekarzem, ze zglosze sie dopiero na 7 dzien po terminie, co akurat wychodzi jutro. Kazal mi tylko byc z samego rana, przed 9. Nie wiem czy beda mi dawac cos na wywolanie (nie jestem tego zwolenniczka, bo powoduje to skurcze, ale nie skraca ani zmiekcza szyjki macicy, wiec nie dosc, ze dluzej sie rodzi, to do tego bolesniej) od razu, czy beda mnie chcieli przetrzymac przez ten majowy dluzszy weekend. W sumie jak juz mam plackiem lezec tam bez sensu, to wole zeby szybciej mnie zalatwili. Zaraz jeszcze sprobujemy najprzyjemniejszego chyba sposobu naturalnego wywolania :P, zeby moze cos sie ruszylo, ale prawde powiedziawszy stracilam juz nadzieje.  Jutro u nas ma byc 24 stopnie, a ja bede w szpitalu gnic.
Amelce przyznali sanotorium. od 23 czerca do 14 lipca. w sumie teraz juz nie choruje, ale ten przewlekly katar ciagle jej sie trzyma, nie wspominajac o jej migdalach. Stachu mial z nia jechac. ozmawialismy dzisiaj przez Skypa, a on mi mowi, ze juz inaczej urlop zabukowal i juz tego nie odkreci i nie ma jak. Zjezylam sie troszke, bo glownie po to zalatwialam, bo myslalam, ze on z nia pojedzie. Teraz to chyba bedziemy musieli z malym dzidziusiem jechac i z Lukaszem. bo przeciez nie wysle samego Lukasza z Amelia, ani nie zostawie niespelna dwumiesiecznego dziecka na 3 tygodnie. Znam co prawda jedna taka, ktora zostawila miesieczne dziecko i wywalila za granice, ale moze przemilcze jej postawe, bo musialabym w tym momencie niecenzuralnych slow uzywac. Takze jak cos to zostaje nam wycieczka cala czworka.
A z mojego swiata, to zmienilam kolor wlosow i dredow. Jestem teraz ruda, a dredy mam oczywiscie tez rude no i wymieszane z blondem. W zeszly piatek moj bardzo dobry kolega, ktory mieszkal w tym samym miescie w Anglii, popelnil samobojstwo, takze troche do tylu chodzilam kilka dni, ale juz mi lepiej. Skoro taka byla jego decyzja i tak chcial, to trzeba to zaakceptowac. Dodam, ze byl bardzo egocentrycznym czlowiekiem, dekadenckim i dla niego samobojstwo nie bylo kwestia depresji tylko wyboru spowodowanego znudzeniem zyciem. Bedzie mi go brakowac.
Zmienilismy troszke wystroj pokoju. Sciagnelismy te rolety pionowe, ktore tu byly i nadawaly charakter biurowy, na cieple zalonki i firanki.  Chyba pod tym wzgledem jestem staromodna.
Czas spac, skoro jutro rano pobudka i do szpitala, trzymajcie za mnie kciuki. Pozdrawiam bardzo goraco

2010-04-23
Na wczoraj mielismy termin, ale guzik z niego wyszlo. Wygladam jak banka a czuje sie jak slon. Desperacja mnie wieczorem ogarnela i zaczelam czytac na necie naturalne sposoby wywolywania porodow. Najpierw naczytalam sie o kroplowkach z oksytocyny, balonikach i masazach szyjek, to mi sie w ogole wszystkiego odechcialo. Wyslalam Lukasza do apteki po olejek rycynowy i liscie malin. O lisciach malin pani w aptece nigdy nie slyszala, a olejek Lukasza mama mi poradzila, zeby wypic z sokiem z cytryny. Wzielam dwie stolowe lyzki, zgodnie z zaleceniem zapilam sokiem z cytryny i bananowym i czekalam na efekty,. Ale niestety niczego sie nie doczekalam, nawet mnie nie przeczyscilo. Nie ruszylo wcale. Moj swietny plan, zeby urodzic w piatek i weekend (kiedy moja mama ma wolne i moze swobodnie opiekowac sie Amela) przelezec w szpitalu padl na pysk. Widac zadomowila sie tam i nie ma najmniejszej ochoty wychodzic. A mnie juz co tu duzo opowiadac szlag trafia. Nic na to nie poradze, wiec dzielnie zacisne zeby, moze sie nie polamia. We wtorek mam sie zglosic do lekarza, da mi skierowanie do szpitala. Mam tylko nadzieje, ze od razu cos zrobia, a nie beda mnie trzymac nastepnego tygodnia w szpitalu.
Amelia przechodzi ciezki okres. Zrobila sie strasznie bunownicza i nieusluchana. Mozna do niej gadac jeszcze lepiej niz do obrazu, w nosie ma. Sil mi czasami brakuje. Psa meczy na potege, nie wiem czy czasami po zlosci czy z nieswiadomosci, ze cos mu zlego robi. Staram sie jej tlumaczyc, ze pieska to boli, ale z mizernym skutkiem.
Nauczyla sie za to juz prawie calego alfabetu po angielsku i wreszcie poprawnie wymawia K. Wczesniej zamiast K mowila T. Kupilismy jej ostatnio rowerek i wozek a od mojej mamy dostala lalke do wozeczka. Wozila dzisiaj wieczorem lale i robila jej mleczko, dobrze ze chociaz rozumie moze, ze lali krzywde mozna zrobic.  Na czterokolkowym rowerku juz smiga i nawet jak sie przewroci, to ja to nie zraza. Mowi oj, wstaje i pruje dalej. Dzisiaj bylismy w parku. Ja na laweczce spoczelam, a Lukasz za nia biegal. Radocha na calego.
Trzymajcie za mnie kciuki, zeby szybko poszlo.


Lolita


Amelki trening na sucho

2010-04-18
Witam wszystkich. W koncu polaczyli nam neta. Prawie po miesiacu, ale coz lepiej pozno niz wcale.
Amelia zaklimatyzowala sie juz w Polsce, mysle, ze chyba jak cala nasza trojka. Skonczyl sie okres wariackiego biegania i zalatwiania wszystkich spraw, teraz mamy wiecej czasu dla siebie i Amelii.
Dla wszystkich, z ktorymi znamy sie z naszej klasy to juz nie nowosc, ale dla reszty napisze, ze 6 kwietnia 2010 wstapilismy z Lukaszem w zwiazek malzenski  w Legnickim Urzedzie Stanu Cywilnego. Slub byl calkowicie spontaniczny, niezaplanowany i dzieki temu byl tylko dla nas. Koscielny planujemy na 18 czerwca 2011 roku, a ten byl tylko nasz. Obecni byli swiadkowie, Waldek i Magda, moja mama, ktora krecila film i pilnowala Amelki no i oczywiscie moja mala Ksiezniczka Amelka.

















Tak wlasnie to bylo. Reszte notki dopisze pozniej, bo tata moj sie przez Skypa dobija.
Juz moge pisac dalej. Kupilismy Amelce pieska. Dlugo zastanawialismy sie czy rasowego czy kundelka itd. I w koncu doszlismy do wniosku, ze lepszy bedzie dla nas kundelek, bo wiadomo, ze zawsze przez granice przepuszcza i nie ma wad genetycznych, a zreszta chcielismy malego, zeby nie bylo z nim problemow jak z Nina, bo mogla nawet niechcacy Amelce krzywde zrobic.
A wiec oto nasza psinka, Lolita vel Lola



teraz jest juz troszke wieksza. Lobuzje strasznie, ale jest kochaniutka.
Odnosnie porodu i terminow. W Anglii liczyli mi tygodnie i wyznaczyli termin porodu zgodnie z USG, ktory zrobiono mi w 14 tygodniu.Wyznaczono go na 14 kwietnia a z okresu caly  czas wychodzil mi na 22. No ale tamci sie zawzieli, ze tak pewniej lepiej blabla bla. Stracilam dzieki temu tylko ydzien macierzynskiego, bo moglam pojsc tydzien pozniej i tak byly ferie swiateczne u mnie w szkole. Po przyjezdzie do Polski moj ginekolog nie przebierajac w slowach okreslil brytyjska sluzbe zdrowia i termin zapisal mi ponownie na 22. czyli lecimy 39 tydzien. Brzuch mam juz nisko, centymetr rowarcia od jakichs 2,5 tygodnia, ale poza tym nic sie nie dzieje. Jestem teraz na etapie, ze wydaje mi sie, ze juz wiecznie bede chodzic w ciazy. Imie dla dzidzi w koncu wylosowala Amelia. Anglicy Keire chcieli czytac jako Kire, wiec wymyslalismy cos innego. Nic nie moglo nam przypasowac, az w koncu wynotowalismy imiona, ktore nam sie podobaja. Jasmina, Aurelia, Kinga, Kaja, Liliana,. A co wylosowala Amelia pozostawie jeszcze w sekrecie. Koncze na dzis, chce Was jeszcze odwiedzic, Lukasz pojechal na latawce ze znajomymi, chce zdazyc zanim wroci. Dziekuje wszystkim za odwiedziny i zyczenia na naszej klasie. Buziaki


2010-03-25
Komplenie brakuje mi ostatnio czasu. Pakowanie, zakupy i jeszcze popoludniowa pracapochlania mi dzien calkowicie. No i oczywiscie jeszcze moja przeboska Amelcia, ktora ostatnio ma faze na mamusie. Doslownie nie moze sie ode mnie odkleic. Slodkie to jest, ale jak probuje wyjsc na te trzy godzinyki do pracy to jest gehenna. Placz, histeria i mama nie idz do pracy. Dzisiaj rano nie chciala mnie do sklepu wypuscic. Dziadek musial ostro sie nameczyc, zeby jej uwage odwrocic. Nie wiem, moze to dlatego, ze ciagle slyszy, ze do Polski jedziemy, do Polski sie pakujemy i ze beda babcia Ania i Gienia i moze przez to wszystko niepewnie sie czuje.
A propos pakowania to nie wiem jak my sie pomiescimy. Caly przedpokoj i pol ganku zarzucone sa torbami, ktore trzeba spakowac, a gdzie wozek i reszta rzeczy. Masakra, zdecydowalismy sie na relingi, mam nadzieje, ze niczego nie zgubimy po drodze.
Dzisiaj 37 tydzien. Kurcze kiedy to minelo. Niedawno Amelia dwa latka skonczyla, a to juz niedlugo trzy bedzie miala i druga dzidzia. Czuje sie chyba dobrze. Spuchlam jak banka, kolana mi odmawiaja posluszenstwa. Bola jak cholera ani wstac ani po schodach chodzic. Z Amelia tak samo mialam, moja waga jest juz za wysoka jak na mozliwosci moich kolan. Spie w miare dobrze. Tylko dzisiaj w nocy cos kiepsko. A z reguly jednym ciagiem spie cala noc. Wczoraj ciagle mi sie pic chcialo, wiec sie ozlopalam chyba z 5 litrow plynow to potem biegalam do toalety. W poniedzialek bylismy na wizycie u poloznej. Wszystko ok. Dzdzius niby jeszcze wysoko, wiec powinnismy dojechac szczesliwie. W sobote o 12 w poludnie odjazd.
Lukasz ostatni dzien dzisiaj w pracy, jeszcze do piatku ciagniemy dodatkowo to sprzatanie, ale tam jest praktycznie kasa za darmo, bo prawie nic tam nie robimy, a za tydzien we dwojke mozemy wyciagnac 800 zl i to za trzy godziny dziennie, wiec szkoda nam bylo z tego rezygnowac. Jutro dzien wielkiego upychania do auta i ostanich zakupow. Odezwiemy sie jak dojedziemy do Polski. Trzymajcie kciuki za udana podroz. Buziaki

jeszcze dodam kilka zdjec


36 tydzien - jeszcze dycham


i kto tu kogo uspil????


po kapieli czekamy na mleczko


mumia


2010-03-18
Witam wszystkich w ten piekny i cieply poranek. Wracalam dzisiaj z nocki przed 8 i termometr juz pokazywal 7,5 stopnia. Takze zaraz zjemy sniadanko z Amelka, wykapie sie i heja do przodu na dwor.  Lukasza siostra mala Wiktorka ma dzisiaj urodziny, musimy jej jakis prezent kupic. Specjalnie tez zamienilam zmiane, zeby moc byc obecna, bo normalnie pracuje dzisiaj. W pracy zostaly mi jeszcze dwie nocki. W piatek i poniedzialek. Poprosilam Lukasza mame i upiecze mi na odchodne jakies ciasto to zaniose. 
Dzisiaj zaczynamy 36 tydzien. Hihi alez ten czas szybko leci. Nie jest zle. Jestem olbrzymia, ale poza tym czuje sie ok. Wiadomo, ze ociezala i poruszam sie krokiem pingwina w tempie zolwia. Amelka juz nie moze doczekac sie dzidziusia. Caly czas pyta kiedy bedzie mogla sie bawic z dzidziusiem. Bidulka nie wie co ja czeka. A w ogole to zaskoczyla mnie ostatnio tempem w jaki przyswaja nowe rzeczy. Uczymy sie literek i zna juz ABCDFGHIKLOSTUWZ. Dokladnie wiem, bo staram sie z nia po kolei alfabetem jechac, zeby potem latwiej jej bylo zapamietac. Konczymy kolejny tydzien z naklejkami i w sumie musze zmienic jej zadania, bo te wykonuje juz perfekcyjnie. Ostatnio zobaczylam, ze Lukasza rodzice zgapili i tez Wiktorii kupili tablice i naklejaja naklejki.
Juz w sobote za tydzien jedziemy do Polski. Ciesze sie z jednej strony a z drugiej troche sie obawiam finansowo, ale nie ma co panikowac na zapas. Tu zyje sie o wiele latwiej. Jakims cudem zarobki wyzsze a ceny w sklepach nizsze, tu na litra paliwa pracuje sie 10 minut a w Polsce prawie godzine. Dobry sprawdzian dla nas. Kiedys zanim wyjechalam za granice to strasznie kiepsko przedlam. Nawet na rachunki mi brakowalo, dlatego jak mialam 23 lata i skonczylam swoj licencjat od razu ucieklam. No i teraz troche przyzwyczailismy sie do innego trybu zycia. A jeszcze bedziemy tu dalej polowe czynszu placic i podatek miejski (council  tax) nie wspominajac o ubezpieczeniach dwoch samochodow i komorkach. Staram sie nie panikowac na zapas.
Co poza tym?? Hm nic mi ciekawego nie przychodzi do glowy, a perypetiach z felgami nie bede pisac, bo szkoda slow. Koncze i uciekam robic sniadanie. Calusy


Zobacz serwisy INTERIA.PL